Na Majdanie

Wybiegam z domu. Od strony Majdanu, charakterystyczna chmura czarnego dymu. Choć wszyscy na ulicy widzą i wiedzą, co się dzieje na Majdanie, nie dostrzegam żadnego poruszenia. Dopiero na Chreszczatiku dziesiątki ludzi. Wielu przygotowanych, chronią maseczkami usta i nos od dymu. Ten dym jest groźny, to lepka sadza zaklejająca płuca. Twarze ludzi, skupione, ale bez emocji. Tylko jedna dziewczyna płacze, prawie łkając. Czy coś Ci się stało? - Nic. Czemu płaczesz? – Z powodu tego, co się tam dzieje. Czy mogę Ci zrobić zdjęcie? Nie!

Reportaż Marty Górnej z Kijowa 05.08.2014 przeczytałem ze zdumieniem. Oto bowiem można być z Polski, kraju Solidarności, i nie dostrzegać siły, znaczenia i przełomowej roli, jaką Majdan odgrywa w grze o reformę ukraińskiego państwa??? Można być „Gazetą Wyborczą” czerpiącą z wielkiego doświadczenia Demokratycznej Opozycji, Solidarności, solidarnościowej konspiracji i mimo to puścić reportaż (bez komentarza, odpowiedzi), który tutaj w Ukrainie, na Majdanie mógłby wyjść tylko spod pióra partyjno/oligarchicznego propagandysty albo i putinowskiego agenta???



I oto, gdy siadam do przeredagowania tego tekstu, jest telefon od Ludmiły Gucoł: Zbigniew! Majdan płonie!
Jak się wkrótce okaże, to tylko dzień pierwszy. Czwartek.

Ludmiła popiera Majdan, organizuje szkolenie ludzi z Majdanu, przygotowuje program szkoleń dla bojców, którzy wrócą ze „Wschodu”. Majdanowcy uczą się chętnie. Cenię Ludmiłę bardzo wysoko, bo takich, jak Ona, którzy widzą dobrą, szlachetną „twarz Majdanu” jest bardzo mało.

Wybiegam z domu. Od strony Majdanu, charakterystyczna chmura czarnego dymu. Choć wszyscy na ulicy widzą i wiedzą, co się dzieje na Majdanie, nie dostrzegam żadnego poruszenia. Dopiero na Chreszczatiku dziesiątki ludzi. Wielu przygotowanych, chronią maseczkami usta i nos od dymu. Ten dym jest groźny, to lepka sadza zaklejająca płuca.
Twarze ludzi, skupione, ale bez emocji. Tylko jedna dziewczyna płacze, prawie łkając. Czy coś Ci się stało? - Nic. Czemu płaczesz? – Z powodu tego, co się tam dzieje. Czy mogę Ci zrobić zdjęcie? Nie!

Na Majdanie największe „efekty akcji” służb miejskich widać na ulicy przy Domu Związków Zawodowych (to ten spalony). Tam pracowała „Kuchnia Majdanu” z charakterystycznym „jadłospisem”. To wręcz symboliczne miejsce. Tam żywili się nie tylko aktywiści Majdanu, ale bezdomni, bezrobotni, ubodzy. Taka „Kuchnia” obrażała estetyczne odczucia wielu „kijowskich estetów”. Znam ten „efekt”. Jacek Kuroń rozdający zupę w publicznym miejscu, też wielu się nie podobał.

W centrum Majdanu dwie charakterystyczne prezentacje. To projekty „transformacji Majdanu”. Są częścią społecznego procesu uzgadniania reorganizacji i przebudowy tego najważniejszego miejsca dla współczesnej historii Ukrainy. To jedyny, prawdziwie społeczny proces. Trwają spotkania z Setnikami, artystami, architektami. Trwa konkurs na projekty upamiętnienia „Niebiańskiej Sotni”, miejsca barykad, miejsc śmierci. Od dwóch tygodni spotkania i rozmowy były bardzo częste. Uzgadniano i realizowano kolejne kroki.

Dzisiaj Majdan, to miejsce mobilizacji ochotników, zbiórki pieniędzy i wyposażenia dla wyruszających w bój. W jednym z reportaży widziałem człowieka, którego znam. Robiłem mu zdjęcia. Chciał mieć pamiątkę z Majdanu. Pokazuje dla kamery kamizelkę kuloodporną „bronik”, która uratowała mu życie. Wyjął z niej i zachował kulę z kałacha. Jeszcze raz, przed kamerą, dziękuje przyjaciołom z Majdanu za tę kamizelkę. Ciesz się przyjacielu, że pokazują cię jako gieroja. Tu na Majdanie byłbyś dla „estetów” „ brudnym, śmierdzącym, nachlanym i naćpanym motłochem”.

Późnym popołudniem przed sceną widzę grupki ludzi. Trwa dyskusja. Jedni o tym, czy są reformy? Drudzy, czy można ufać temu rządowi? Najwięcej rozmów o tym, czym teraz jest Majdan, po co, kto jest i co robi na Majdanie? Wśród krytyków widzę dwie charakterystyczne pary. Dwóch młodych mężczyzn i dwie młode kobiety. Znam ich. Widziałem ich kilka razy na Majdanie. Już z nimi toczyłem spór. Mają dość sztywno opracowany zestaw sloganów przeciw Majdanowi:

1. Tu są teraz tylko pijacy i narkomani, bezdomni i bezrobotni.
2. Ci, co chcieli walczyć są na „wschodzie”.
3. Jest brud i smród. Tak nie może być w centrum stolicy.
4. Majdan osiągnął cel, usunął Janukowycza.
5. Tu są napady, zabójstwa, gwałty, kradzieże.
6. Majdan już nie ma na nic wpływu.
7. To jest antymajdan. To zaprzeczenie idei Majdanu.

Nie mam żadnych wątpliwości, co do ich agenturalnej roli. Dla kogo pracują? W strukturach rządowych, w armii, w służbach jest wielka ilość moskiewskiej agentury. Wsparci politechnologią potrafią bardzo skutecznie destruować działanie administracji wszystkich szczebli. Ta propaganda jest niestety skuteczna. Każda teza znajduje jakieś uzasadnienie w realiach. Niestety, ci, którzy rozumieją, cenią i bronią Majdanu nie mają wpływu na media. Te pozostają w rękach oligarchów. Zobaczymy więc w telewizyjnych programach i przeczytamy w gazetach tylko krytykę i ataki na Majdan.

Majdan bowiem, choć słaby, wciąż jest siłą powstrzymującą kradzież publicznych środków, korupcję, dywersję, bezczynność administracji i samych ministrów. Majdan jest też groźny na czas wyborów. Nie pozwala na niejawne partyjne listy wyborcze, będzie bezlitośnie obnażał nadużycia kandydatów.
Pora wracać z Majdanu do redagowania tekstu, który ma być odpowiedzią na, budzący moje obrzydzenie, reportaż Marty Górnej. Jeszcze tylko idziemy z jednym z liderów na Michajłowską. Jest informacja, że tam stoją bataliony „Kijów 1” i „Kijów 2”. Kilka miesięcy temu, byli po prostu „Berkutem”. Teraz, po przefarbowaniu, działają znowu. Służą nowej władzy.

Są! Trzy samochody, jeden autokar. Pewnie około setki ludzi. Trochę mało, żeby skutecznie zaatakować Majdan i jego nowe barykady.

Sotnicy szykują się do nocnej walki. Proszę ich o powiadomienie, jeśli będzie atak.
Reszta nocy przeszła spokojnie, ale na Majdanie jest świadomość, że wojna toczy się w całym kraju. Majdan, to jeden z najważniejszych frontów tej wojny.

Jeśli chcemy się spotykać z przywódcami Majdanu, to czeka nas wiele spotkań. Jednego przywódcy nie ma i nie będzie. Taka jest cecha wielu współczesnych ruchów społecznych. Majdan chciał mieć przywódcę. Domagał się od „swoich” polityków, aby zdecydowali, który z nich trzech bierze na siebie odpowiedzialność za przewodzenie. Wymigali się. Dzisiaj brak jednego przywódcy jest sporą słabością Majdanu. Nie ma nawet jednego centrum decyzyjnego.

Majdan działa jako rodzaj sieci różnych osób i centrów informacji i koordynacji. Ich znaczenie jest funkcją autorytetu poszczególnych osób, obecności tych osób na barykadach w czasie walk, ich obecnej sprawności w rozwiązywaniu problemów (czyli także znajdywania źródeł finansowania). Liczą się oczywiście idee, umiejętność przemawiania i przekonywania. Tę wielką cechę kultury Majdanu znam bardzo dobrze. To była tez cecha ludzi naszej Demokratycznej Opozycji i Solidarności. Ten ryt kultury Majdanu można poznać, jeśli było się uczestnikiem lub choćby świadkiem spotkania, narady przywódczego grona. Od soboty 7 czerwca stoi na Majdanie nowa scena. To wreszcie scena Majdanu. Teraz dostępu już nie ograniczy Batkiwszczyna ani Udar.

Ograniczenie dostępu było problemem od przeszło dwóch miesięcy. Politycy liczyli zapewne, że Majdan pozbawiony mikrofonu zakończy swój żywot jako polityczna siła. Nie zakończył. Rozebranie sceny zadziałało jak katalizator. Natychmiast zmobilizowano kilku przedsiębiorców, zebrano pieniądze i zakupiono odpowiedni sprzęt i samą scenę. Teraz nie ma na niej partyjnych symboli i nie będzie. Ci drobni i średni przedsiębiorcy, to ciało Majdanu. W Polsce Solidarność opierała się na środowisku robotniczym. Robotnicy mieli być filarem „tamtego” systemu.

I byli, póki nie pokazali władzy „gestu Kozakiewicza”. W tym momencie runął filar systemu i wraz z nim cała ogromna ideologiczna konstrukcja. W Ukrainie partyjno/oligarchiczny system monopolizuje, zawłaszcza wszystko, co przynosi dochody. Niszczy wszystko, co jest konkurencją i nie daje się przejąć. Moje doświadczenie wskazuje mi, że obalanie systemów władzy opartych na ideologii, jest łatwe. Złamanie partyjno/oligarchicznego monopolu, który opanował także media, będzie bardzo trudne. W jednym nie mam wątpliwości.

To ludzie średniego i małego biznesu są w Ukrainie środowiskiem, na którym można i trzeba oprzeć strategię reform. Dziś narzędziem i instytucją tego środowiska, w każdym razie tych, którzy to rozumieją, jest Majdan.

Majdan chce się zmieniać, porządkuje barykady, kultywuje pamięć o poległych (Niebiańskiej Sotni), chce być estetyczny i chce monitorować aparat władzy. Właśnie zawisły plansze prezentujące architektoniczne, artystyczne projekty Majdanu jako Memoriału. Wśród liderów są ludzie wykształceni (tak w kraju, jak i za granicą), znający pracę w administracji, pracowali za granicą. To Oni mają świadomość, że bez Majdanu nie będzie żadnych prawdziwych reform. Jest ich mało, ale w Solidarności też nie było takich zbyt wielu. Od innych, od „estetów” brzydzących się burymi namiotami w centrum Kijowa, odróżnia ich sposób traktowania innych ludzi. Starają się poznać i zrozumieć, co mają w głowach. „Esteci”, co mają na sobie.

Staram się zrozumieć źródła różnych napięć i różnic. Kijowska inteligencja, która wspierała Majdan i nawet biła się na barykadach jest teraz nastawiona do Majdanu krytycznie a nawet wrogo. O ludziach z Majdanu wielu mówi, że to już nie ci sami i nie tacy sami, wielu wyraża się o obecnym Majdanie wręcz z pogardą. Znam ten syndrom z doświadczenia Solidarności. Dramatyczna była walka o utrzymanie Solidarności w stanie wojennym. Po wyborczym zwycięstwie (4 czerwca 89r) obserwowałem szybkie marginalizowanie Solidarności. Przez parę miesięcy służyła jeszcze jako parasol dla reform.

Gdy w tej roli wyczerpała swą siłę i wpływ na opinię publiczną, stała się jednym z kilku związków zawodowych. Tymczasem proces reform, jeśli ma być efektywny i głęboki, potrzebuje nieustającego wsparcia politycznego od organizacji/ruchu, który te reformy wywołał. Majdan, to wciąż najlepsze i w istocie jedyne miejsce na obywatelską debatę o problemach Ukrainy, o niezbędnych reformach, to wciąż jedyne miejsce społecznego nadzoru nad aparatem władzy.

Może ta właśnie funkcja tak bardzo kłuje w oczy. Obejmując urzędy dotychczasowi „rewolucjoniści” stają się establishmentem. Okazuje się, że nikt, nawet najbardziej światli rewolucjoniści i zwolennicy społeczeństwa obywatelskiego nie lubią być kontrolowani. Będą więc osłabiać nie tylko ruch, który wyniósł ich do władzy. Będą osłabiać każdą instytucję, organizację, gazetę czy stację TV, która próbuje ich kontrolować. Trudniej zrozumieć środowisko intelektualne, które pozostaje krytyczne wobec władzy, ale i dla Majdanu odmawia wsparcia i uznania. Może to efekt konkurencji? To wszak świat intelektu, i słusznie, przypisuje sobie rolę krytyka tego, co dzieje się w sferze publicznej. Jednak istnienie Solidarności czy Majdanu powoduje, że to Tam, póki istnieje, bije źródło społecznej krytyki.

To Tam, póki istnieje, rodzące się idee, myśli i krytyczne uwagi mają siłę oddziaływania. O ile więc czas walki z tyranem, z autorytarną władzą sprzyja wspólnemu działaniu, o tyle czas zwycięstwo uruchamia bezwzględną rywalizację o „rząd dusz” w państwie. Do tej rywalizacji stają od razu nie tylko intelektualiści. Widzimy tu ideologów wszelkiej maści, przywódców religijnych (kościoły), wizjonerów. To oczywiści bardzo pozytywne zjawisko. Tak po prostu przejawia się wolność. Źle jednak , gdy ta rywalizacja zaczyna się od niszczenia „konkurenta” który był samym źródłem tej wolności. To „źródło” ma kolosalną przewagę nad innymi autorytetami. Racjonalne jest zatem jego zniszczenie. Jest to jednak racjonalizm intelektualnie prymitywny. Powoduje bowiem , że zamiast wynosić debatę w sferze publicznej na wyżyny, ściągamy ją na poziom bruku.

Prezydent Poroszenko na Majdan nie bywa, kwiatów w miejscach pamięci Niebiańskiej Sotni nie złożył. To błąd. Uważam, że Majdan pozostaje jedynym źródłem siły politycznej zdolnej do głębokiego zreformowania Ukrainy. Jeśli Prezydent chce być reformatorem, bez Majdanu żadnych głębokich reform nie zrobi. Kijowska inteligencja uważa, że do reform wystarczy dobra ustawa. Są na szczęście i tacy, którzy zauważyli, że od ponad dwudziestu lat uchwalane są coraz to nowe, coraz lepsze ustawy i nic z tego nie wynikło.
Gdzie widzę szanse i zarazem istotne problemy dla reform?

Kozacki indywidualizm jest silny i głęboki. Jest zbudowany na odpowiedzialności za rodzinę za najbliższe sąsiedztwo, za siebie. Z takim indywidualizmem można myśleć o budowie "państwa minimum". Uważam, że Ukraina jest wręcz predestynowana do budowania systemu władzy i administracji oraz struktury społecznej w takiej formule. Niestety, ta indywidualistyczna kultura (której konstytutywnym elementem jest osobista uczciwość) jest nieodporna na współczesne technologie medialnych manipulacji, na oszustwo, na wykorzystywanie stanowisk w administracji do prywatnych celów.

Wolny (i uczciwy) kozak nigdy nie budował systemu kontroli i nadzoru aparatu władzy. W tym był jak anarchista. Jako narzędzie nadzoru miał jedynie Majdan. Przybywał na niego jesienią (po pracach polowych), rozliczał Atamana, jeśli trzeba, to Go rozsiekał, wybierał nowego i wracał do siebie. Z taką tradycją ani obywatele nie umieją budować instytucji kontroli władzy, ani władza nie potrafi pogodzić się z faktem, że oto wbrew tradycji taka instytucja obywatelska, Majdan, powstała i trwa.

Majdan wciąż jest aktywną siłą polityczną. Najbitniejsi ludzie z Majdanu tworzą kolejne bataliony, trenują i jadą bić się na wschodzie Ukrainy. Zorganizowany w sieci internetowej ruch obywatelski zaopatruje ich w jedzenie, kaski, kamizelki kuloodporne, zamawia szycie butów (te rządowe rozpadają się po pierwszym deszczu albo przejściu przez kałużę), zamawia mundury, noktowizory, oliwę do czyszczenia broni a nawet naboje. Wszystko sprawnie, bez żadnej biurokracji, transparentnie (rozliczenia w internecie) i 30% taniej, niż administracja. Jakby tego było mało, do działania wszedł już chyba samolot patrolowy zakupiony, wyremontowany i wyposażony w tym samym trybie. Jak słyszę, pracują też nad wyposażeniem "swojego wojska" w drony.

Ta imponująca samoorganizacja to niezwykły fenomen, na którym można oprzeć reformę armii i systemu bezpieczeństwa narodowego. Kiedy więc pytam ich, dla czego nie interesują się reformą administracji, rządu, służb? Odpowiadają prosto: A po ch... nam w ogóle rząd i administracja.

Czy obecne przywództwo państwa i środowisko intelektualne dostrzega ten społeczny proces? Czy widzi tę jedyną w swym rodzaju szansę i zarazem rodzące się zagrożenie?
Jaka jest szansa, że pojawi się prezydent, premier rozumiejący ten obywatelski geniusz, zdolny zarazem do zbudowania na nim i przy jego pomocy "wielkie", nowoczesne "państwo minimum"? Na razie te szanse są niewielkie. Czy jest choć mała grupa Ukraińskiej inteligencji zdolnej do dostrzeżenia tego potencjału obywatelskiego i przekucia go w system godny państwa XXI wieku? Jest. W mediach ich jednak nie zobaczymy, nie usłyszymy. Natalia Zuber, przywódczyni „Maidan Monitoring” zwraca uwagę, pisze o fundamentalnym problemie Ukrainy: My nie rozumiemy terminu „dialog społeczny”, nie rozumiemy, czym jest „kompromis”.

Co widzę gołym okiem? Cała plejadę politycznych cwaniaków wyposażonych w grabie. Widzi to oczywiście każdy obywatel Ukrainy. Śledzi to Majdan. Majdan jednak, ta osobliwa inteligentna neuronalna sieć, wciąż nie znalazł, nie wytworzył tej dźwigni zmiany, tego instrumentu systemowych reform. Nie zbudował niezależnego od władzy ośrodka publicznej debaty o problemach Ukrainy, nie uruchomił społecznego dialogu zmierzającego do kompromis obywateli wokół „programu reform swojego państwa. I nie dokona tego, dopóki nie zrozumie, że jest w tej majdanowej sieci poważna dziura, to brak środowiska intelektualnego. To Ono ma obowiązek pokazać, że reforma systemowa to nie reorganizacja, ale proces społeczny. To Ono ma obowiązek intelektualny i organizacyjny ten proces społeczny uruchomić.

W ten sposób Majdan uzyska to, co jest mu niezbędne do istnienia: Program rozpisany na zadania. Tylko w ten sposób Majdan odpowie na pytania Kijowian (i nie tylko): Po co stoi? Zarazem intelektualne środowisko musi zrozumieć, że jest i będzie tylko intelektualną błyskotką na różnych konferencjach w kraju i za granicą, jeśli nie podejmie wyzwania i nie wesprze swoim intelektem Majdanu - jedynej siły politycznej bez której nie będzie rzeczywistych reform w Ukrainie. Jedynej instytucji ukraińskiej kultury i tradycji zdolnej ubogacić tę kulturę o „dialog społeczny” i „kompromis”.

Tu, w Ukrainie, obserwuję procesy, które zadecydują o losach tej części Europy. Będzie to ważne i dla reszty świata. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Ukraina może stać się przykładem i źródłem inspiracji jeszcze lepszym, niż polskie reformy z ich solidarnościowym źródłem i wsparciem. Póki co, Ukraina idzie po grani. Z jednej strony, przepaść upadłego państwa. Z drugiej kolejna wersja oligarchicznej dyktatury. Na szczycie - kraj i społeczeństwo wielkiej syntezy najlepszych doświadczeń i umiejętności demokratycznych państw, rynkowych gospodarek, obywatelskich społeczeństw. Tu panuje twórczy chaos. W każdej chwili błędna decyzja lub brak decyzji we właściwym czasie może zepchnąć Ukrainę z jej drogi po grani.
Tu miał być koniec. Jest dzień Drugi. Piątek.

Rano, gdy tradycyjnie poszedłem na Majdan, zobaczyłem sceny, które nie zostawiały żadnej wątpliwości. Trwa ostateczna likwidacja Majdanu. Koparki, spychacze, ładowarki i dźwigi, to nie czołgi. Pracownicy służby oczyszczania miasta w swoich kamizelkach, to nie żołnierze. Grupy cywilów, to nie tajniacy. Jednak to ten sam typ politycznej akcji, co w Polsce Stan Wojenny. „Czyściciele” pracują bardzo sprawnie, wręcz perfekcyjnie. Kolejno, na poszczególne zgrupowania namiotów, ruszają zmasowane zastępy służb, „Kijowian”, koparek i ładowarek. Przytłaczają „majdanowców” ilością. Pozostałe zgrupowania namiotów obserwują licząc zapewne, że ich likwidacja nie obejmie. Były przecież rozmowy, było „porozumienie”. Miał być tylko otwarty przejazd dla samochodów. Daje o sobie znać brak przywódcy. Rada Sotników przecież się w tych warunkach nie zbierze.

Oto widzę, jak pada namiot Koordynacyjnej Rady Majdanu. Andriej, jej szef, poparł wniosek o otwarcie ruchu dla samochodów. Teraz próbuje rozmawiać, apelować. „Czyściciele” są dobrze przygotowani do takich „dyskusji” i apeli. Powtarzają, jak mantrę, tekst o pijakach, narkomanach, pobiciach, granatach i koniecznie to, że oni też z Majdanu, z Kijowa i sobie nie życzą takiego bałaganu w środku stolicy. Słowa, zarzuty, oskarżenia inne, ale melodię znam bardzo dobrze. Tej melodii słuchałem przez wiele dni po wprowadzeniu stanu wojennego.

To melodia wszystkich akcji, gdy autorytarna władza rozprawia się z opozycją.
Likwidacja Majdanu jest świetnie przygotowana od strony psychologicznej. Do rozbierania namiotów i barykad ruszają kobiety, młodzi chłopcy i dziewczyny w zwykłych codziennych ubraniach. Odróżniam ich od innych Kijowian tylko po rękawiczkach. Gdyby to byli Milicjanci, „Majdanowcy” by się bili. Niektórzy nawet chwycili za tarcze i pałki. Nie użyją ich jednak, bo „Ten Majdan” był nastrojony pokojowo. Nie będą się bić z tymi, od których raczej oczekiwali wsparcia. Ci, którzy rwą się do bicia, są powstrzymywani. „Nie dajmy się prowokować”!. To co chwilę powtarzany apel. „Oni chcą, żebyśmy się bili”.

Co chwila w kolejnych częściach Majdanu wybucha pożar. Kto podpala? Trudno dociec. Obok zgliszczy namiotów Rady Sotników stoi jeszcze nierozebrany namiot, częściowo nadpalony. To była kuchnia. Jedna z kobiet mówi, że podpalają prowokatorzy. Zaczyna padać deszcz. Pod namiotem chroni się kilku młodych ludzi. Nie mają na rękach rękawiczek, ale kobieta od razu rozpoznaje w nich „czyścicieli”. Pyta, czemu to robią? W odpowiedzi te same wyuczone slogany i że „jak ktoś chce walczyć, to niech jedzie na wschód”. W kilku miejscach Majdanu na ten argument słyszę odpowiedź kobiet, „ja tu jestem za syna. On pojechał na Wschód”.

Od strony Ukraińskiego Domu nadjeżdża kolumna samochodów Automajdanu. To wsławieni twardą walką bojcy. Czy mogą jeszcze coś zrobić? Można jeszcze skupić się wokół wybranego miejsca i bronić „ostatniej reduty”. Ku mojemu zdumieniu biorą się likwidowanie Majdanu. Jeden z Sotników wyjaśnia: Już dawno jest kilka „Automajdanów”. Teraz widzisz, po co je zorganizowano.

Majdan przegrał wojnę informacyjną. Chyba nie mógł jej wygrać. Wieczorem oglądam telewizję. Nie ma ani jednego kanału telewizyjnego, ani jednego dziennikarza, który by rozumiał Majdan i chciał go bronić. Oligarchiczno/polityczny establishment kontroluje 100% mediów. Wymyka mu się tylko kilka portali. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakiego trzeba mechanizmu, jakiego wysiłku organizacyjnego i intelektualnego, aby ten monopol złamać, lub choćby zrobić w nim jakiś wyłom.

„Spokój panuje w Kijowie”. To jednak spokój pozorny. Domowa wojna na Wschodzie Ukrainy właśnie dotarła do Kijowa. Będzie się skrycie tlić, aż do wybuchu. Każdy „Majdan” był szansą na demokratyczne reformy. Kończyły się tak samo. Nowa ekipa przystępowała do eksploatacji wszystkiego, co jeszcze nie rozgrabione, co jeszcze do zawłaszczenia. Ten Maidan miał w sobie świadomość słabości wszystkich poprzednich. Widział swoją rolę i zadanie w trwaniu, w kontrolowaniu władzy.
Skończyłem. Jest sobotni ranek. Zanim wyślę tekst, pójdę jeszcze raz…. na Plac Niezależności.

Praca „czyścicieli” wre. Nie ma już tych dramatycznych momentów. Majdanowcy sami rozbierają swoją scenę. Rozpoczęło się czyszczenie Instytuckiej. To na tej ulicy zginęło najwięcej ludzi. Ponad sześćdziesiąt osób. Stoi jeszcze pierwsza barykada „I Sotni Kozackiej”. Ich namioty już sprzątnięte. Mają jeszcze swoje miejsce w podziemiach. Przy wejściu ich znaki i ostatnia flaga biało/czerwona. Pod nią proporczyk śląskiej Solidarności. Czy też znikną? Zobaczymy po południu.

Milicyjni Eksperci przeszukują gruzy barykad. Strażacy spłukują kurz i pył.
Ostatnia zapewne zniknie „Jołka”. Na niej banery i flagi. W oczy rzuca się baner z twarzami i nazwiskami parlamentarzystów. Wielu zaznaczonych jako zdrajcy. Na samym szczycie ostatnia flaga Unii Europejskiej. Inne flagi Unii sami „Majdanowcy” zdjęli już kilka tygodni temu. To był ich cichy protest przeciw bezczynności UE.
TAK! Posprzątany Majdan, to ulga dla wielu.
Trwa ładowanie komentarzy...